Najważniejsze fakty o atomie w Polsce w 2026 roku
- Najbardziej zaawansowany projekt to Lubiatowo-Kopalino w gminie Choczewo, gdzie planuje się trzy reaktory AP1000 o łącznej mocy 3750 MWe.
- 31 marca 2026 r. do PAA trafił wniosek o zezwolenie na budowę, a formalna decyzja może zająć do 24 miesięcy od złożenia kompletnego wniosku.
- 7 maja 2026 r. PAA wydała opinię do wstępnego raportu lokalizacyjnego, co potwierdziło brak czynników wykluczających budowę w tej lokalizacji.
- Najbardziej aktualny harmonogram zakłada uruchomienie pierwszego bloku w 2036 r., a kolejnych w latach 2037 i 2038.
- Równolegle rozwijane są drugi projekt wielkoskalowy i SMR-y, ale są one na innym poziomie dojrzałości niż pomorska inwestycja.
- Znaczenie systemowe atom ma być uzupełnieniem OZE, a nie ich zamiennikiem, bo daje stabilną moc niezależną od pogody.
Jaki projekt jest dziś najbliżej budowy
Patrząc na mapę polskiego atomu, widzę dziś jeden projekt, który wyraźnie wysunął się na prowadzenie: Lubiatowo-Kopalino w gminie Choczewo. Ma tam powstać trójblokowa elektrownia z reaktorami AP1000, czyli dużymi reaktorami ciśnieniowymi generacji III+ z rozbudowanymi systemami bezpieczeństwa pasywnego, o łącznej mocy 3750 MWe; MWe oznacza moc elektryczną, a nie cieplną, więc to najuczciwszy sposób porównywania skali takiej inwestycji. To jest już projekt z realną lokalizacją, zapleczem technicznym i formalnym, a nie ogólna zapowiedź „gdzieś w przyszłości”.
Najważniejsza różnica między planem a rzeczywistą inwestycją polega na tym, że ten projekt ma dziś konkretny adres, technologię i kolejne wymagane decyzje. Dla czytelnika oznacza to coś prostego: nie analizujemy już abstrakcji, tylko przedsięwzięcie, które weszło w najbardziej wymagającą fazę przygotowań.
To prowadzi wprost do pytania, na jakim etapie są dziś pozwolenia i co jeszcze musi się wydarzyć, zanim plac budowy naprawdę ruszy.
Na jakim etapie są pozwolenia i przygotowania
Największy błąd w ocenie takich inwestycji to mylenie wniosku z pozwoleniem. W 2026 roku projekt na Pomorzu wszedł już do właściwej procedury jądrowej: 29 sierpnia 2025 r. wydano zezwolenie na prace przygotowawcze, 31 marca 2026 r. złożono wniosek o zezwolenie na budowę, a 7 maja 2026 r. PAA wydała opinię do wstępnego raportu lokalizacyjnego. Sam wniosek liczy ponad 40 tys. stron z załącznikami, co dobrze pokazuje skalę formalnej dokumentacji.
| Data | Co się wydarzyło | Dlaczego to ważne |
|---|---|---|
| 29.08.2025 | Zezwolenie na rozpoczęcie prac przygotowawczych | Projekt wszedł w etap robót wstępnych i organizacji placu |
| 31.03.2026 | Złożenie wniosku o zezwolenie na budowę do PAA | Rozpoczęła się właściwa procedura budowlana w trybie jądrowym |
| 07.05.2026 | Opinia PAA do wstępnego raportu lokalizacyjnego | Potwierdzono, że lokalizacja nie ma czynników wykluczających budowę |
| do 24 miesięcy | Termin na decyzję PAA od złożenia kompletnego wniosku | To dziś najważniejsza granica administracyjna |
W praktyce oznacza to, że projekt jest już w biegu, ale nadal znajduje się w obszarze, w którym bezpieczeństwo, kompletność dokumentacji i formalna zgodność z przepisami mają większe znaczenie niż jakikolwiek komunikat prasowy. Ja patrzę tu przede wszystkim na to, czy kolejne etapy będą odhaczane bez przerw, bo właśnie wtedy harmonogram zaczyna mieć szansę utrzymania się. Skoro proces licencyjny trwa, warto zobaczyć, dlaczego inwestor wskazał właśnie Pomorze.

Dlaczego wybrano Lubiatowo-Kopalino
Lokalizacja nie jest przypadkowa. Lubiatowo-Kopalino daje dostęp do warunków potrzebnych dużemu obiektowi jądrowemu: odpowiedniej przestrzeni, możliwości prowadzenia analiz środowiskowych i technicznych oraz zaplecza dla przyszłej infrastruktury przesyłowej i transportowej. W oficjalnych ocenach bezpieczeństwa nie wskazano czynników wykluczających budowę w tym miejscu, a to w energetyce jądrowej naprawdę nie jest drobiazg, tylko filtr bezpieczeństwa przed wejściem w kolejne etapy.
Wokół projektu już pracuje infrastruktura, która dla laików bywa niewidoczna, a dla budowy jest absolutnie kluczowa: droga dojazdowa, dostęp kolejowy, zaplecze logistyczne i układ komunikacyjny dla ciężkich transportów. Atom nie powstaje tylko w reaktorze - powstaje także w transporcie komponentów, w sieci dróg, w organizacji placu budowy i w planowaniu zaplecza dla ludzi. Taka elektrownia mogłaby pokryć zapotrzebowanie na prąd ponad 12 mln gospodarstw domowych, więc skala wyzwania i potencjalnego efektu jest naprawdę duża.
Gdy miejsce jest już wyznaczone, największym pytaniem staje się nie geografia, ale tempo realizacji, a ono w tym sektorze potrafi zmieniać się z kwartału na kwartał.
Jak wygląda harmonogram i gdzie może pojawić się poślizg
W aktualnych komunikatach najważniejsza jest data 2036: wtedy ma ruszyć pierwszy blok, a kolejne w latach 2037 i 2038. To ważna korekta dla wszystkich, którzy pamiętają starsze harmonogramy z wcześniejszymi terminami. W energetyce jądrowej takie przesunięcia nie są wyjątkiem, bo każdy miesiąc zależy od decyzji administracyjnych, łańcucha dostaw i gotowości wykonawców.
Ja patrzyłbym przede wszystkim na pięć miejsc, w których najczęściej ginie czas:
- Decyzje regulacyjne - bez formalnego przejścia przez PAA nie ma mowy o budowie w pełnym sensie.
- Finansowanie - duży atom jest inwestycją kapitałochłonną, więc opóźnienia w domykaniu modelu finansowego mają realne skutki.
- Dostawy kluczowych komponentów - turbiny, generatory, duże elementy ciśnieniowe i układy bezpieczeństwa nie są dostępne od ręki.
- Kadry - brakuje nie tylko inżynierów jądrowych, ale też spawaczy, kontrolerów jakości i specjalistów od montażu.
- Infrastruktura towarzysząca - droga, kolej, logistyka i sieć przesyłowa muszą nadążać za samą elektrownią.
To nie są sygnały alarmowe, tylko normalne punkty kontrolne w projekcie tej skali. Jeśli kolejne komunikaty będą konsekwentnie potwierdzać postęp właśnie w tych obszarach, harmonogram ma szansę utrzymać wiarygodność. A skoro o porządku w całym programie mowa, warto przyjrzeć się temu, co dzieje się z drugim projektem i z małymi reaktorami.
Co dzieje się z drugą elektrownią i SMR-ami
W polskim atomie równolegle biegną dziś dwa różne światy: wielkoskalowa elektrownia państwowa i mniejsze projekty modułowe. To nie jest konkurencja „albo-albo”, tylko raczej pytanie, które rozwiązanie dojrzeje szybciej i do jakich zastosowań będzie najlepiej pasować.
| Projekt | Status w 2026 roku | Technologia | Co to oznacza |
|---|---|---|---|
| Pierwsza elektrownia na Pomorzu | Najbardziej zaawansowana, z wnioskiem o zezwolenie na budowę i potwierdzoną lokalizacją | 3 reaktory AP1000 | Filar systemu elektroenergetycznego i największy test dla całego programu |
| Druga wielkoskalowa elektrownia | Etap wyboru partnera strategicznego i analiz lokalizacyjnych | Technologia nie została jeszcze ostatecznie przesądzona | Projekt długoterminowy, nadal bardziej plan niż budowa |
| SMR-y | Prace przygotowawcze, wnioski i opinie regulacyjne | BWRX-300 oraz inne rozważane ścieżki | Potencjalnie szybsze wdrożenia dla przemysłu i lokalnych systemów ciepła |
W przypadku drugiej elektrowni mówi się dziś o lokalizacjach związanych z obecnymi elektrowniami węglowymi, m.in. Bełchatowem, Koninem, Kozienicami i Połańcem. Z kolei SMR-y, czyli małe modułowe reaktory, są ciekawym uzupełnieniem, ale nie zastąpią dużej elektrowni w skali krajowego systemu. Ich siła polega na elastyczności i potencjale wdrożeń przemysłowych, nie na zastąpieniu całego programu.
To prowadzi do jeszcze ważniejszego pytania: jak atom ma współpracować z odnawialnymi źródłami, skoro blog o energii patrzy właśnie na ten szerszy układ.
Jak atom ma współpracować z OZE
Tu widzę najwięcej sensownych, a najmniej ideologicznych sporów. Fotowoltaika i wiatr dają energię taniej i szybciej w skali pojedynczej instalacji, ale ich produkcja zależy od pogody. Energetyka jądrowa działa inaczej: daje moc dyspozycyjną, czyli taką, którą system może planować bez oglądania się na zachmurzenie czy bezwietrzne dni. Dla Polski to ważne, bo transformacja nie opiera się na jednym filarze, tylko na zestawie źródeł, które uzupełniają się technicznie.
Najbardziej realistyczny scenariusz to nie rywalizacja atomu z OZE, tylko układ, w którym atom stabilizuje podstawę systemu, a fotowoltaika, wiatr, magazyny energii i sieć przesyłowa przejmują coraz większą część pracy zmiennej. Jeśli ten układ zadziała, łatwiej będzie odchodzić od węgla bez gwałtownych skoków cen i bez ryzyka niedoborów w okresach słabszej produkcji z OZE. Atom sam nie rozwiąże wszystkich problemów, ale może dać to, czego w polskim miksie najbardziej brakuje: przewidywalność.
Dlatego kiedy ktoś pyta mnie, czy ten projekt naprawdę ma znaczenie dla odbiorcy końcowego, odpowiadam krótko: tak, ale nie w formie jednorazowego efektu na rachunku. To raczej długi proces wzmacniania całego systemu, w którym stabilność kosztów ma większą wartość niż medialny szum wokół jednej daty uruchomienia.
Skoro tak, zostaje najpraktyczniejsze pytanie: na co patrzeć, żeby ocenić, czy projekt naprawdę przyspiesza, a nie tylko dobrze wygląda w komunikatach.
Na co patrzeć dalej, jeśli chcesz ocenić tempo projektu
- Status postępowania w PAA - formalne wszczęcie, uzupełnienia dokumentów i moment decyzji pokażą, czy harmonogram się klei.
- Nowe kontrakty na ciężkie komponenty - im więcej zamówień o długim czasie produkcji, tym bliżej realnej budowy.
- Infrastruktura dojazdowa i kolejowa - bez niej wielka budowa zwyczajnie się nie zepnie.
- Przygotowanie kadr - szkolenia, rekrutacje i programy uczelni są równie ważne jak sama technologia.
- Spójność harmonogramów - jeśli daty w komunikatach zaczną się rozjeżdżać, to pierwszy sygnał, że projekt łapie opóźnienie.
Na dziś najuczciwiej widać to tak: pierwszy polski atom jest realny, zaawansowany i wchodzi w najtrudniejszą część procesu, ale nadal nie jest jeszcze etapem „budujemy bez ryzyka”. Jeśli kolejne miesiące przyniosą konsekwentny postęp w licencjach, infrastrukturze i łańcuchu dostaw, wtedy inwestycja naprawdę przejdzie z fazy planu do fazy budowy. I właśnie na te twarde sygnały patrzyłbym uważniej niż na każdą nową, efektowną zapowiedź.
